Prosta, jasna i skuteczna europejska definicja gwałtu. Walczymy o nią ponownie

S&D MEPs Evin Incir & Joanna Scheuring-Wielgus & Evin Incir

W zeszłym miesiącu Francja przekroczyła historyczny próg. Wywołana niezwykłą odwagą Gisèle Pelicot, która po latach znęcania się nad nią w stanie bliskim śpiączki i bycia napastowaną przez ponad pięćdziesięciu mężczyzn, zdecydowała się wnieść sprawę do publicznego procesu, francuscy prawodawcy po raz pierwszy zagłosowali za włączeniem zgody do krajowego prawa dotyczącego gwałtu. Jej bezprecedensowa determinacja w dążeniu do sprawiedliwości zmusiła naród do skonfrontowania się z tym, co dzieje się, gdy ustawodawstwo nie chroni ofiar: sprawcy twierdzą, że "wierzyli", że kobieta spała w ramach "gry"; milczenie staje się prawną szarą strefą; a sprawiedliwość staje się krucha. Dzięki tej reformie Francja uznaje to, co powinno być oczywiste: seks bez zgody jest gwałtem, a zgoda musi być świadoma, konkretna, uprzednia i odwołalna.

Krok Francji ma znaczenie daleko poza jej granicami. Pokazuje, że opór można przezwyciężyć, a Europa zmierza w kierunku opartego na dowodach i prawach człowieka rozumienia gwałtu. Jednak postępy w kilku państwach członkowskich nie wystarczą, dopóki prawa kobiet pozostaną nierówne w całej Unii.

W zbyt wielu państwach członkowskich od ofiar nadal wymaga się udowodnienia użycia siły lub groźby. Definicje różnią się znacznie, a kilka krajów UE nadal nie koncentruje przestępstwa na braku zgody, co jest sprzeczne z Konwencją Stambulską. Brak wspólnego standardu jest właśnie powodem, dla którego ofiary spotykają się z nierównym wymiarem sprawiedliwości - i dlaczego sprawcy mogą go uniknąć.

W 2023 r., podczas negocjacji dotyczących dyrektywy w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet, Rada zablokowała definicję gwałtu opartą na zgodzie. Niektóre rządy argumentowały, że nie ma podstawy prawnej. Ale podstawa prawna istnieje - to, czego nie ma, to wola polityczna. Dla osób, które przeżyły, decyzja ta miała realne i trwałe konsekwencje.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Wzrosła świadomość. Sprawa Pelicot poruszyła opinię publiczną w całej Europie. Nawet we Włoszech konserwatywne i postępowe siły właśnie zgodziły się na zmianę prawa dotyczącego gwałtu zgodnie z Konwencją Stambulską. Mamy obowiązek wykorzystać ten impuls - nie jutro, ale teraz. Dlatego po raz kolejny walczymy o to w Parlamencie Europejskim. Wola polityczna już jest, więc pozostaje tylko pytanie: na co czeka Komisja Europejska?

Polska oferuje kolejne zdecydowane przypomnienie, że postęp jest możliwy, nawet ponad podziałami politycznymi. Po latach konsultacji i aktywizmu Polska przyjęła nową definicję gwałtu opartą na braku zgody. To nie tylko zmiana legislacyjna - to zmiana kulturowa. Przenosi ona odpowiedzialność z ofiar na konieczność udowodnienia oporu, obrażeń lub przemocy, a zamiast tego skupia się na prostym pytaniu: Czy obie strony wyraziły zgodę?

Same rozwiązania krajowe są jednak niewystarczające.

Kobiety przekraczają granice. Sprawcy przekraczają granice. Sprawiedliwość nie. Organizacje wspierające ofiary ostrzegają, że sprawy mogą być odrzucane z powodu rozbieżności między przepisami krajowymi. Bez zharmonizowanej definicji UE gwałciciele mogą uniknąć odpowiedzialności tylko ze względu na to, gdzie doszło do przestępstwa - lub gdzie prowadzona jest sprawa. Przestępstwo tak poważne i tak głęboko zakorzenione w nierówności płci nie może zależeć od kodu pocztowego.

Dowody są przytłaczające. Jedna na trzy kobiety w UE doświadczyła przemocy ze względu na płeć. Jedna na dwadzieścia została zgwałcona. Sześćdziesiąt procent gwałtów jest popełnianych przez partnerów, krewnych lub znajomych - nie przez nieznajomych. Trauma często powoduje, że ofiary zastygają w bezruchu, uniemożliwiając opór. Jednak w krajach, w których gwałt jest nadal definiowany przez siłę, ofiary muszą udowodnić, że walczyły, a nie, że nie wyraziły zgody. To przestarzałe podejście odzwierciedla mity na temat gwałtu, a nie fakty.

Przepisy kształtują mentalność. Gdy przepisy wymagają widocznego oporu, społeczeństwo internalizuje przekonanie, że ofiara musi pokazać siniaki, aby jej uwierzono. Kiedy prawo potwierdza, że tylko dobrowolna, świadoma, jasno wyrażona zgoda czyni kontakt seksualny zgodnym z prawem, społeczeństwo uczy się, że szacunek - a nie siła - definiuje seksualność.

Poparcie dla zmian jest silne. Prawie 300 000 Europejczyków podpisało petycję "Only Yes Means Yes". Kraje, które wprowadziły przepisy oparte na zgodzie - Szwecja, Hiszpania i Dania - odnotowały wzrost liczby zgłoszeń i większe zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Reformy te nie wprowadzają zamieszania, ale zapewniają jasność.

Dlatego też, w naszym raporcie opartym na art. 36 Konwencji Stambulskiej, nasz cel jest prosty: wprowadzić jasną, spójną i skuteczną europejską definicję gwałtu, skoncentrowaną na zgodzie. UE może działać. UE musi działać. Międzynarodowe standardy praw człowieka i traktaty UE zapewniają jasną podstawę prawną.

Mamy teraz impuls polityczny, który nie istniał dwa lata temu. Francja podjęła działania. Polska podjęła działania. Włochy podjęły działania. Austria ponownie rozważa swoje przepisy po oburzeniu z powodu uniewinnienia mężczyzn, którzy napadli na 12-letnią dziewczynkę. Opinia publiczna się zmienia. Ocaleni zabierają głos. Obywatele domagają się jasności, sprawiedliwości i bezpieczeństwa.

Parlament Europejski musi zareagować jednością i odwagą. Jesteśmy to winni każdej kobiecie, która została uciszona przez przestarzałe przepisy, każdej ocalałej, której powiedziano, że jej trauma "nie była gwałtem", każdemu obywatelowi, który wierzy w Europę zbudowaną na równości i godności ludzkiej.

Nasza misja jest prosta, ale niezwykle ważna: Tylko tak znaczy tak.

Bio autora

Autorki: Evin Incir i Joanna Scheuring-Wielgus, eurodeputowane S&D i współsprawozdawczynie Parlamentu Europejskiego ds. prawodawstwa UE w dziedzinie gwałtu opartego na zgodzie.

Zaangażowani europosłowie

Kontakt(y) prasowy(e) S&D